Kartka z kalendarza

Dzisiaj jest: Wtorek
23 Stycznia 2018
Imieniny obchodzą
Emerencja, Ildefons, Jan, Klemens,
Maria, Rajmund, Rajmunda, Wrócisława

Do końca roku zostało 343 dni.
Zodiak: Wodnik
Współpraca z nami

Projekty GSPP
Gdańskie Okienka Przedszkolne 

Słoneczne Okienka Przedszkolne 
Współpraca















 

Rowerowy Gdańsk

Z tasiemek i gumek dziś się nie wyżyje.

Email Drukuj PDF
Wywiad z panem Wiesławem Rzepką- dyrektorem Przedsiębiorstwa Pasanil na Stogach, dawniej Zakładów Przemysłu Pasmanteryjnego istniejących od 1922 roku. Spółka produkuje dziś głównie produkty pasmanteryjne, siatki wędliniarskie, emblematy, naszywki oraz odzież mundurową. Posiada oddziały w Warszawie i Bydgoszczy.

 

 

Od kiedy pracuje pan w tym miejscu?

Od 1979 roku.

Gdańskie Zakłady Przemysłu Pasmanteryjnego Pasanil zostały sprywatyzowane w 2000 r. Teraz firma nazywa się "Pasanil Sp. z o.o.", a jej właścicielem jest Hako Sp. z o.o. z Warszawy. Jak przemiany ustrojowe wpłynęły na kondycję przedsiębiorstwa?

Gdyby nie było transformacji to pewnie firma już by nie istniała. Natomiast to wcale nie znaczy, że uda się wrócić do czasów świetności. W tej chwili jest to już tylko walka

o przetrwanie. A walka ta nie jest równa.  Nie mamy równego przeciwnika.

Kto jest przeciwnikiem?

Wszyscy ci, którzy starają się walczyć na tym samym rynku co my. W ciągu ostatnich lat chcieliśmy zaistnieć na innym obszarze działalności. Próbujemy robić coś dla odbiorców korporacyjnych. Łapiemy się zamówień rządowych, głownie dla wojska i policji. Próbujemy robić odzież roboczą i wojskową, mundury, uniformy. Natomiast jest kilka firm, które prawie zawłaszczyło sobie ten rynek i poruszać się na tym obszarze jest bardzo ciężko. Niekiedy powiązania, które istnieją pomiędzy firmami nie pozwalają nam uczestniczyć
w zamówieniach. Producent odmawia nam na przykład sprzedaży tkaniny twierdząc, że „Kowalski” wykupił w tym roku cały jej zapas. Czy to jest prawda czy nie, trudno dociekać. Myślę, że nie.
 
Dlaczego dziś jest trudniej?

Zmieniły się trendy w Polsce. Nikt już nie używa tasiemek dekoracyjnych czy frędzli do abażurów. Kiedyś w hotelach stały abażury przyozdobione bardzo ładnymi taśmami. O tym można zapomnieć. Dzisiaj ludzie zwracają uwagę, że jest to siedlisko kurzu i kupują wszystko ze szkła lub metalu. Zmieniły się preferencje klientów a także technologie używane w innych przemysłach, np. przemysł elektrotechniczny, który był przez szereg lat odbiorcą naszych taśm szklanych, które służyły do izolacji silników.
Kiedyś robiliśmy miliony metrów gum do majtek a dziś w kanale w majtkach gumy nie ma, jest ona od razu wszywana w materiał.
Zresztą ze względu na cenę majtki i koszulki ludzie wolą kupować chińskie, mimo że są one gorszej jakości. Bardzo dużo importujemy z Chin a Chińczycy nic od nas nie kupują. Duża konkurencja jest też ze strony zakładów w Czechach i na Słowacji, które próbują bawić się w pasmanterię.

Które z waszych wyrobów są dziś najbardziej dochodowe?

Nic mamy nic, co byłoby hitem w naszej produkcji. Kiedyś sprzedawaliśmy dużo tasiem do upinania firan. Teraz takich taśm produkuje się w około sześćdziesięciu rodzajach.
A maszyny mamy jakie mamy. Nie ma też szans na kupno nowych. Zainwestowanie w nie dużych pieniędzy jest bardzo ryzykowne. Brakuje nam na tyle dobrego pomysłu, który dawałby szybką amortyzację w postaci sprzedaży produktów i zwrotu kosztów tych maszyn.

Dawniej sklepy z pasmanterią były w Polsce bardzo popularne. Moja mama samodzielnie szyła mi ubrania, ciągle więc potrzebowała do wykańczania tasiemek, zamków czy gumek. Jak jest teraz? Czy komuś jeszcze potrzebne są takie produkty?


W tej chwili pasmanteria wydaje się być przeżytkiem. Na zachodzie są nią przede wszystkim wyroby rękodzielnicze. Dla pań w Niemczech czy we Francji wyroby pasmanteryjne to zazwyczaj bardzo drogie, ekskluzywne produkty, takie jak mulina, którą wyszywają sobie fajne obrazki albo metr ozdobnej taśmy, którą ozdabiają sobie zasłonę w sypialni.
Natomiast produkcja wielkoseryjna straciła już znaczenie i właściwie już jej nie ma. Wielkie serie zamawia się na wschodzie: w Indiach, Pakistanie, Chinach.


Może więc należy zmienić profil produkcji?

Robimy przymiarki restrukturyzacyjne, które sprowadzają się do tego, że ograniczany produkcję pasmanterii idąc w kierunku zamówień rządowych. Dzięki temu staramy się jeszcze walczyć. Bez pomocy dużych odbiorców ze sfery wojska  nie jesteśmy w stanie się utrzymać. Ale i tak jest to ciężkie. Natomiast z tasiemek czy z gumek dzisiaj się nie wyżyje na pewno.


Czyli „złoty okres” Pasanilu zdecydowanie minął?
 
Minął. To były lata osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte. Wtedy, kiedy się praktycznie w Polsce wszystko sprzedawało. Wtedy klient czekał za bramą na towar, teraz to my czekamy na klienta.

Ile ludzi zatrudnia obecnie kierowane przez pana przedsiębiorstwo?

Dziś jeszcze 56 osób. Ale obawiam się, że ta liczba się zmniejszy. Sukcesem dla firmy byłoby utrzymanie 45-50 osób.

Wszyscy tutejsi?

Kiedyś byli to tylko ludzie ze Stogów. Potem nastąpiła migracja. Ale wciąż większość to ludzie, którzy pracują tutaj całe życie. Są to głównie kobiety, mężczyzn jest jedenastu.
 
W jakich barwach widzi pan przyszłość tego miejsca i tej dziedziny przemysłu?

Niestety, raczej w ciemnych. Nie widzę przyszłości związanej z pasmanterią.
Gdybym miał duże pieniądze to pomyślałbym o funkcji rekreacyjnej dla tego miejsca,
z nastawieniem na odnowę biologiczną, turnusy rehabilitacyjne. W tym kierunku. Przecież dawniej na miejscu fabryki był ośrodek kuracyjny. Turystyczny charakter tego miejsca został zupełnie zaprzepaszczony. A szkoda.
Pasmanteria nigdy nie była i nie będzie produktem pierwszej potrzeby. Jeśli gumka pęknie, można ją związać, podobnie ze sznurkiem.

Ale zawsze lepiej mieć ładną tasiemkę niż stary sznurek.

Tylko, że ludzie dzisiaj nie są rozrzutni. Przyglądają się każdej złotówce. Znikomy procent społeczeństwa zaopatruje się w sklepach z pasmanterią i wykorzystuje do czegoś  te tasiemki. A żeby założyć na maszynie jakiś artykuł to trzeba go założyć tysiące metrów bo inaczej produkcja na pewno będzie deficytowa. Bawimy się w krótsze serie ale one w ogóle nie są rentowne. Robimy to dla naszego sklepu przy fabryce, żeby coś w nim było, bo to nasza wizytówka. Jest to też miejsce gdzie zbiera się opinie o produktach.

To wszystko nie brzmi optymistycznie.

Ja już nie wierzę, że nagle w tym kraju coś się zmieni na lepsze ale pani jest jeszcze młoda więc pewnie wierzy.

Mam nadzieję.


rozmawiała Anna Kwaśnik

fot. www.doborzynska.pl
 
 
 
Komentarze (2)
pomysł
2 czwartek, 02 lipca 2009 13:24
cień
Otworzyć małe muzeum pasmanterii może wycieczki szkolne przyjeżdżały by aby dowiedzieć się czegoś więcej o wyrobach. Firma potrzebuje wprowadzenia zupełnie nowych produktów na które jest popyt lub połączyć się z innym zakładem i produkować gotowy produkt na rynek. Wiadomo że "Z tasiemek i gumek dziś się nie wyżyje." dlatego gdyby produkować wszystko to co można połączyć z tymi produktami i sprzedawać go na rynek nawet europejski. To tylko kwestia dobrej reklamy.
Pasanil- historia Polski XX wieku w pigułce
1 czwartek, 18 czerwca 2009 12:48
ray
Ciekawy jest los tego zakładu, dobrze oddaje to co się w polsce działo przez ostatnie dziesięciolecia aż do dzisiaj.

Dodaj swój komentarz

BoldItalicUnderlineStrikethroughSubscriptSuperscriptEmailImageHyperlinkOrdered listUnordered listQuoteCodeHyperlink to the Article by its id
Imię:
Twój email:
Temat:
Komentarz:
  Tekst do weryfikacji. tylko małe litery bez spacji.
Weryfikacja tekstu:

 

Uwaga! Ta strona używa cookies i podobnych technologii.
 
Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie klikając tutaj.    
   
(brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to)

 

 

Naszą witrynę przegląda teraz 145 gości